BlogRzemiosło

Nikt nie trafia za pierwszym razem

Niedawno spędziłem tydzień w naszych pięknych górach. Ot, rodzinny wyjazd na narty oraz absolutny brak założeń fotograficznych według zasady jeśli coś będzie, to się ustrzeli. I faktycznie, było parę okazji do wyciągnięcia aparatu, jednak w większości przypadków od początku wiedziałem, że to nie będzie TO, lub tak mi się wydawało. Po zrzuceniu zdjęć na dysk część okazała się zupełnie nieudana (z różnych powodów), część do zniesienia, ale kończyn nie urywa i jedno foto, po wielu próbach – całkiem przyzwoite.

Małe Ciche

Ale zaraz… przecież nikt nie trafia za pierwszym razem.

Nikt.

OK, powiesz, że znasz jednego czy drugiego gagatka co wyciągnął aparat, przyłożył do oka i… ustrzelił to jedno, jedyne foto, z którego jest dumy do dziś. Tylko, że od pamiętnego 1992 minęło już trochę czasu ;) I w porządku, też mam takie jedno czy dwa… Niemniej cała reszta to setki, tysiące kadrów, które powstały na zasadzie prób i błędów. Niektórzy nazywają to śmieciami inni szkicami. Z pewnością podobny proces zachodzi i u Ciebie. Pytanie czy zdajesz sobie z tego sprawę i jak do niego podchodzisz.

Proces

Wszystko co tworzymy powstaje w pewnym procesie. Projekt budowlany, artystyczny, sportowy, kulinarny… każdy z nich wymaga przygotowania i prób. Pisarz, gdy położy przed sobą pustą kartkę papieru, nie zapisze jej od razu finalnym tekstem. Będzie go kreślił, przestawiał i dobierał słowa. Z czasem z tych skreśleń powstanie tekst, z którego (być może) będzie w pełni zadowolony.

Tatry, widok z Małego Cichego

Tak samo jest z fotografią. Dziesiątki, setki zdjęć tego samego tematu. Sprawdzamy inny kąt, zmieniamy odległość, perspektywę, obiektyw. Czasami na taki szkic wystarczą dwie, trzy klatki. Innym razem potrzebujemy kilkudziesięciu. Ale co warto zapamiętać to, że…

…to nie są śmieci!

Te wszystkie próby przybliżają nas do tego jednego, konkretnego, magicznego kadru. To właśnie są fotograficzne szkice, z których powinniśmy wynieść jak najwięcej. Obrabiać je (w każdym znaczeniu) w dążeniu do tego idealnego kadru. Uczyć się z nich, tak jak uczymy się z fotografii mistrzów.

Zatem, zamiast usuwać nieudane zdjęcia, zacznij je czytać i traktować jak szkice. Szukaj rozwiązań pamiętając, że stosunek zepsutych kadrów do tych, które nam wyszły, absolutnie nie ma znaczenia. Często będzie rósł, gdy tylko zaczniesz eksperymentować, więc nie bój się, że robisz za dużo zdjęć! Pomyśl czy przypadkiem nie robisz ich zbyt mało!

Tak więc nie porzucaj prób „bo nie wychodzi”. Pamiętaj, to jest proces. Czasem krótszy, czasem dłuższy. Ale to, co się w nim liczy, to efekt. To czego się w tej drodze nauczyłeś oraz to, że po wielu próbach udało Ci się! Że masz ten jeden, upragniony, magiczny kadr. Bez względu na to, jak wygląda Twój proces twórczy i jak chaotyczny i niedbały zdawać się może.